a gdy słów mi braknie
a gdy słów mi braknie
i oddechu w piersi
gdy sen mnie zmorzy
wtedy na chwilę
istnieć przestanę
tak krótką
jak drgnienie powieki
potem powrócę
znowu od nowa
lecz całkiem inny zupełnie
będę tu siedział
i czekał na Ciebie
aż do mnie dołączysz wreszcie
powieki opadają pod ciężarem dnia
powoli zanurzam się
w intymną przestrzeń
najdzikszych zjawisk sennych
spuszczonych
ze smyczy przyzwoitości
nie chciałabyś wiedzieć
co się w nich dzieje
warto
naprawdę warto
iść
wracać
błądzić
tysiącami dni na stracenie
w poszukiwaniu siebie
powraca
jak zły sen
okresowo-cyklicznie
kołem się toczy
myśl, która strąca mnie
w przepaść bezdenną
gdzie umieram w męczarniach
i oto stało się
pierwszy wers
potem drugi
i kolejny
został napisany
klamka zapadła
nikt już nie zatrzyma tej lawiny

Komentarze
Prześlij komentarz