ja, rozmazany obraz...

 




ja

rozmazany obraz

na tle

biało brudnej ściany

nieczuły już

i obojętny

niewidzialny

jak powietrze

człowiek

którego nie ma


stoję przed drzwiami

naciskam lekko klamkę

uchylam je


spójrz na mnie

może po raz ostatni

zanim odejdę daleko

poza wszelkie granice

i zamknę za sobą

te cholerne drzwi








krwawa rewolucja

przy świetle księżyca

skończyła się

po pięciu dniach


blade zjawy

umęczone walką

wracają do swych domów

gdzie czekają na nie

codzienne obowiązki

już są spokojne


żar walki powróci

gdy nadejdzie jego czas

zła energia eksploduje

wszystko zacznie się od nowa

historia zatoczy krąg

znowu poleje się krew

winnych i niewiniątek

tracona nadaremnie

spłynie rynsztokiem


czerwone krople

wsiąkną w beton

bezowocnym ziarnem








kto dał Ci skrzydła

moja miła

kto ozdobił aureolą

Twoją głowę

kto wstawił Twą postać

w to niebiańskie światło

kto sprawił

że jesteś


jaki Twórca

jaki Artysta

jaki Bóg

tchnął w Ciebie życie


jaki Psychopata

zrzucił mnie w miejsce

tak odległe





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Koncert wiejski wg. Tycjana / Georgione

wolno płynąca rzeka

a gdy słów mi braknie