trzynaście niebios

 




trzynaście niebios

rozpościera się nade mną

a w każdym z nich

oczekuje inny Bóg


trzynaście nieb

kręgów niepoznanych

przestrzeni

do których zaprowadzi mnie On


pokryty makijażem śmierci

ze złamanym groszem w garści

zapłacę Strażnikowi

za otwarcie ostatniej Bramy


stanę gotowy

a trzynastu Bogów

stoczy o mnie walkę








wędrowne ptaki

królowie powietrznych przestrzeni

niosą nam śmierć

w swych szponach


gnane północnym wiatrem

zbliżają się nieubłaganie


są już blisko

nie powstrzymają ich

żadne bariery


skrzydlate demony zagłady

przysiądą cicho na parapetach

wypatrując pierwszych ofiar









Twoje łono

płonie żywym ogniem

jakby ktoś podpalił

sekretną łąkę


pragniesz i pożądasz

rozgrzana do czerwoności

nienasycona


opadasz lekko

na wielkie łoże

zapominając o całym świecie

o mnie patrzącego na Ciebie

skrytego w ciemności

równie podnieconego

jak Ty

a może nawet bardziej


intymne przedstawienie trwa....








skomplikowana struktura

elementy

na pozór niedające się połączyć

w jedną całość

jednak złączone

subtelnymi więzami

i tajemniczymi znakami

narysowanymi krwią

na Twym ciele

krystalizują się

litery łączą ze sobą

kolejne wersy wynurzają się z otchłani


tak powstaje poezja

z bezkształtnej bryły chaosu



w niej się narodziliśmy

w niej staliśmy się Bogami

w niej obrócimy się w proch

w niej jest nasze miejsce


jesteśmy blaskiem w ciemności





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Koncert wiejski wg. Tycjana / Georgione

wolno płynąca rzeka

a gdy słów mi braknie