zbudzeni z ...
zbudzeni
z odwiecznego snu
zaśniemy ponownie
w swych ramionach
kiedyś
pewnego dnia
dawno
dawno temu
za górami
za lasami
jak w bajce...
moje ciało
to pancerz
ciało
jest więzieniem duszy
dusza
zakuta w okowy mięśni
tylko oczy
oknem na świat
spójrz w moje okna
słowo po słowie
w wersy
jak cegiełki
jedna na drugiej składam
wiersze....
w tych lipcowych strugach deszczu
przedtem nie ma żadnego znaczenia
bo teraz pocałunkiem rozkwita
subtelnie dotykam
swymi ustami Twych ust
marząc
by stała się wieczność
zachować chcę na zawsze
ten jeden
jedyny moment
noc -
w niej czuję się bezpieczny
ranek -
bladym strachem
odciska swe piętno
dniem -
chowam się głęboko
by nikt mnie nie odnalazł
i coraz bardziej odchodzę
znikam za horyzontem

Komentarze
Prześlij komentarz