Krzyk wg. Edwarda Muncha


Zdjęcie: Wikipedia


Do dziś przechodzą mnie ciarki, gdy przypomnę sobie tę sytuację. To była scena , jak z horroru. Wybrałem się na pożegnalny spacer. Jutro miałem opuścić to miejsce na dalekiej północy Europy. Słońce chyliło się ku zachodowi i dzień niechybnie zbliżał się do swojego końca. Nagle zrobiło się chłodno, chociaż niebo stało się nieco bardziej krwistoczerwone jakby ktoś próbował je rozpalić. Dominującymi kolorami były błękit i  pomarańcz w różnych odcieniach, co było dla mnie niezwykłe. Nieczęsto można bowiem oglądać na niebie paletę takich barw.

Zatrzymałem się na krótką chwilę. Poczułem się bardzo dziwnie. Miałem wrażenie, że opuściły mnie wszystkie siły witalne, które w sobie miałem. Nagle poczułem się bardzo zmęczony. Nawet nie tyle zmęczony, co wyczerpany, jakbym całą dniówkę tyrał na kopalni. Zrobiło mi się gorąco, a na ciele pojawił się pot 

Tuż przede mną, w niedużej odległości znajdował się nieduży drewniany mostek nad leniwie płynącą rzeką. Na mostku stał jakiś mężczyzna. Za nim widziałem jeszcze dwie postaci zmierzające wolno w naszym kierunku chociaż właściwie z tej odległości i przy tym świetle były to tylko dwa cienie.

Mężczyzna stojący na mostku spojrzał w moją stronę. Zauważyłem, że ma zdeformowaną twarz wyrażającą przerażenie i szeroko otwarte usta, jakby krzyczał. Nie słyszałem jednak żadnego krzyku.

Było zupełnie tak, jakbym oglądał jakiś niemy film grozy. Rzeczywiście. Od dłuższego czasu panowała wokół mnie absolutna cisza. Nie zauważyłem tego pochłonięty własnymi myślami. Zacząłem się bać. Nagle jednak wszystko ustąpiło

Teraz, gdy o tym myślę z perspektywy czasu, to wciąż czuję gęsią skórkę gdy przypomnę sobie twarz tego mężczyzny. Wydaje mi się także, że oznaczała ona niemożność ucieczki przed tym co ma się zdarzyć i budziła tym samym poczucie grozy i lęku przed nieznanym.

Muszę przyznać, że czasem i mnie nachodzą takie lęki. Wtedy krzyczę. Ale to niemy krzyk. Słyszę go tylko ja.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Koncert wiejski wg. Tycjana / Georgione

wolno płynąca rzeka

a gdy słów mi braknie