Fortuna wg Tadeusza Kuntze

 


Zdjęcie: Wikipedia


Ten obraz utkwił mi w pamięci. Może dlatego, że wtedy po raz pierwszy w życiu na własne oczy widziałem prawdziwą Fortunę. Dziś żartuję, że widziałem ją jednocześnie nawet dwa razy. To znaczy: po raz pierwszy i ostatni.

Nie należę bowiem do szczęściarzy. Praktycznie nigdy nie miałem szczęścia ani w kartach, ani w miłości, ani w czymkolwiek innym. Nawet, jak sam ze sobą gram w szachy, to zawsze przegrywam. 

Szczęście omija mnie szerokim łukiem. Podobnie jak Fortuna, chociaż mówi się, że podobno ona kołem się toczy, ale nawet jeśli tak jest, to toczy się bardzo daleko ode mnie. 

Wtedy jednak okazała się być wyjątkowo blisko, chociaż i tak daleko poza moim zasięgiem. Mogłem więc tylko z oddali obserwować co się dzieje.

A działo się, działo... Plac dosłownie pękał w szwach. Zgromadzili się na nim absolutnie wszyscy i wszyscy na gwałt starali się przecisnąć w bliskie sąsiedztwo Bogini. Kogóż tam nie było?

Praktycznie wszyscy mieszkańcy Miasta i nie tylko. Wśród nich dostrzegłem damę z oślimi uszami. Znałem ją dobrze. To była Głupota, którą kiedyś poznałem i która chciała nawet ze mną zamieszkać, bo podobnież bardzo jej się spodobałem. Na szczęście do tego nie doszło. Po swej lewej stronie dostrzegłem bliską załamania, a może już załamaną Cnotę. Wiem, że to na pewno była ona, ponieważ poznałem ją po zbroi. Cnota ukryła twarz w dłoni i chyba płakała. W sumie nic w tym dziwnego. Okazało się bo wiem, że gdy tylko pojawiła się Fortuna, to ona legła w gruzach.

W centrum całego zamieszania stała oczywiście już Fortuna. Była piękna, prawie naga, bo częściowo tylko zakryta rozwianą białą tkaniną. Żadnych kobiecych walorów nie było widać gołym okiem. Może to i szkoda, ale przecież nie po to wszyscy tutaj przyszli

Była więc prawie naga, a ponadto biała tkanina zasłaniała dodatkowo jej oczy. 

Owa kapryśna Bogini Losu balansowała zgrabnie na kuli i na ślepo rozdzielała kosztowności pomiędzy przepychającymi się wokół niej. 

I to właściwie tyle...


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Koncert wiejski wg. Tycjana / Georgione

wolno płynąca rzeka

a gdy słów mi braknie